Bajki dla potłuczonych - twórczość prozatorska

Czyli o naszych zainteresowaniach.

Bajki dla potłuczonych - twórczość prozatorska

Postprzez Naretta » 7 maja 2007, o 21:54

[center] BAJKA O RYBAKU I ZŁOTEJ PŁOTCE [/center]

Dawno, dawno temu za sześcioma, a może nawet siedmioma górami i dziesięcioma lasami żył prosty rybak, który utrzymywał się jedynie z połowu ryb. Mieszkał w nędznej komórce, a słoma z butów mu wystawała. Ubogi ów człowiek oddalony był od świata, co zasygnalizowaliśmy na początku opowieści.
O postępie technicznym czy zdobyczach nauki dowiadywał się jedynie z ust przygodnych wędrowców z wielkiego świata. Zdumiał się więc niezwykle, gdy usłyszał o istnieniu w dalekich krajach sieci internetowej, która nie służy do połowu ryb.
Pewnego razu, gdy jak zwykle zarzucił swoje zwykłe nie internetowe sieci, wyłowił tylko jedną rybkę, płotkę chyba, jak mu się na pierwszy rzut oka wydawało. Owa płotka okazała się jednak wbrew pozorom grubą rybą, gdyż przemówiła do chłopka ludzkim i jakby trochę schrypniętym głosem:
- Puść mnie, dobry człowieku !
Rybak ze zdumienia aż gębę szeroko otworzył, że ryba tak gadać potrafi. Nachylił się nad siecią i wyraźnie poczuł wionącą od rybki woń alkoholu. Nie powiedział jej jednak tego głośno.
- Puść mnie, dobry człowieku, i nie otwieraj tak szeroko gęby, bo ci mucha wleci - powtórzyła już nieco zniecierpliwiona rybka i beknęła głośno. Zaraz jednak przeprosiła grzecznie za swe zachowanie.
Ponieważ rybak nie był w ciemię bity, odzyskał utraconą przed chwilą przytomność umysłu i tymi słowy zwrócił się do rybki :
- A czemuż to niby miałbym cię wypuścić ? Lepsza w brzuchu płotka niż na zdjęciu szarlotka.
Na te rezolutne słowa płotka miała jednak przygotowaną odpowiedź:
- Wypuść mnie, dobry rybaku, a spełnię twoje trzy życzenia. Nie jestem zwykłą płotką, ale płotką złotą, zaczarowaną - tu znów beknęła, niestety.
Rybak zdjął beret i podrapał się po łysinie. Jego małe oczka zaświeciły się pazernie.
- Mówisz, żeś niezwyczajna, rybo. Jeśli to prawda,to zrób tak, aby moja stara fura, pełna przegniłego siana, zmieniła się w jakieś nowocześniejsze autko zaprzężone w koniki mechaniczne.
Rybka zamachała ogonkiem.
- Już spełniłam to życzenie, ale nową brykę ujrzysz dopiero po przyjściu do domu.
Chłopek uśmiechnął się z niedowierzaniem.
- A tak a propos domu - rybak nawiązał do ostatniej wypowiedzi rybki, zdumiony nieco swą elokwencją. - Mam starą ,nędzną komórkę. Słyszałem, że w dalekim świecie komórki teraz lepsze, pełne rozmaitych udogodnień, dostosowane do specjalnych potrzeb użytkowników. Może i dla rybaka znajdzie się jakaś ?
Rybka znów machnęła ogonkiem.
- I to życzenie już spełniłam. Czas na następne.
Rybak nieufny w czary rybki postanowił poprosić o coś, co mógłby od razu zobaczyć.
- No dobrze. Widzisz, jak chodzę ubrany. - Tu wskazał na swój stary dres i słomę wystającą z butów . - Chciałbym wyglądać nieco lepiej...
Rybka uśmiechnęła się tylko, a rybakowi nagle zakręciło się w głowie.Omal nie padł jak długi na ziemię. Za chwilę miał na sobie piękną, skórzaną kurtkę z miękkiej skórki. Rzeczywiście, wyglądał teraz nieco lepiej.
- E,e,e...coś ty mi tu wyczarowała ?! - Rybak był najwyraźniej niezadowolony z rezultatu czarów. - Jak ja się w tym ludziom na oczy pokażę ?
- Zapewniam cię, że jest to najmodniejsza kurteczka sezonu, sprowadziłam ją dla ciebie prosto ze Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie. W ostatniej chwili, bo chodzą słuchy, że już wkrótce nie będzie tam bazaru.
Na dźwięk słowa „Stadion” zachmurzona twarz rybaka rozjaśniła się.
- No dobra, rybo. Puszczę cię wolno i wracam do domu sprawdzić, co też mi wyczarowałaś. Jeśli jednak okaże się, że mnie oszukałaś, to czym prędzej tu wrócę, a wtedy nie ręczę za siebie... - Po tych słowach rybak wypuścił rybkę do wody, nie podziękowawszy jej nawet za czary, i poszedł w swej nowiutkiej skórce przykrywającej stary dres prosto do domu.
Jakież było jego zdziwienie, gdy przy płocie zamiast dotychczasowej fury z sianem zobaczył nowiutkiego cadillaca.[Wtedy jeszcze nie wiedział, że to cadillac.] We wnętrzu auta dostrzegł równie nowiutkie prawo jazdy na swoje nazwisko i instrukcję obsługi pojazdu. Kolejną, ale tym razem przykrą niespodzianką okazał się brak ubogiej komórki, a właściwie brak nie tylko ubogiej lecz jakiejkolwiek komórki.Rybak zaklął szpetnie. Nagle coś zapiszczało w trawie, albo raczej zagrało. Chłopek podbiegł w stronę, skąd dobiegały dźwięki znanej mu skądinąd melodii „Zabili byka, cóż to był za byk...” i jakże się zdziwił na widok maleńkiego przedmiotu świecącego w trawie zielonym blaskiem. Wtedy zadziałały czary rybki i chłopek odebrał po raz pierwszy w życiu telefon. Dzwoniła rybka. Zapytała, czy podoba mu się nowa komórka, poinstruowała, jak obchodzić się z owym cacuszkiem, po czym rozłączyła się, gdyż dzwoniła w godzinach szczytu i słono ją to kosztowało...
Od tej pory życie rybaka nabrało blasku. Otworzył własny biznes - Hurtownię Artykułami Morskimi - w skrócie HAM. Jeździ nową furą, nie rozstaje się z komórą i zadaje szyku skórą. Niestety, słoma mu nadal z butów wystaje ...
No cóż, stąd płynie taki morał :

[center] Zaklęcie rybki nic nie daje
Gdy komuś słoma z butów wystaje
Bo nawet jeżdżąc cadillakiem
Nadal pozostaniesz prostakiem
[/center]
Ostatnio edytowano 7 maja 2007, o 22:05 przez Naretta, łącznie edytowano 2 razy
Kobieta może być przyjaciółką mężczyzny, lecz by uczucie to trwało, trzeba je wesprzeć odrobiną fizycznej antypatii.
Avatar użytkownika
Naretta
 
Posty: 331
Dołączył(a): 16 mar 2007, o 22:01
Lokalizacja: Jabłonna

Postprzez Naretta » 7 maja 2007, o 22:01

[center]O TRUDNYCH POCZĄTKACH PEWNEJ DZIAŁALNOŚCI[/center]

Bliżej niż dalej, za górą, za lasem, trzy rzuty beretem od Nothingham, w sherwoodzkim lesie mieszkał rozbójnik Robin Kapturek. Przystojny byłł on niezwykle, toteż istoty płci przeciwnej lgnęły do niego jak pszczoły do miodu. Niestety, on nie odpłacał im pięknym za ich nadobne wdzięki.
Robin Kapturek słynął ze swego czerwonego nakrycia głowy, którego zwieńczenie stanowiła mała antenka satelitarna. Ta antenka sprawiała, że Robin, mimo iż mieszkał w gęstej kniei, nie tracił łączności ze światem. Mógł przykładowo nastawić uszu na MTV i już wiedział, co jest grane.
Kompanów miał od kilku do kilkunastu, kroniki nie są zgodne co do liczby. Przewija się w nich jednak imię Małego Johna, który był tak mały jak głupi, toteż głupota dorównywała mu wzrostem.
Wspomnieliśmy już, że Robin Kapturek miał niezwykłe powodzenie u niewiast. Nie chciał się jednak wiązać z pierwszą przypadkową dziewczyną, więc postanowił, że wybranką jego serca zostanie tylko ta, na której stopę pasowałby zabytkowy półbut należący do rodu Kapturków. Zwyciężczynią okazała się nieletnia, lecz dojrzale wyglądająca tu i ówdzie Marysia, mieszkanka Nothingham. Podobno Marysia przymierzyła słynny półbut przypadkowo, gdy nad ranem usiłowała założyć swoje obuwie po równie przypadkowej nocy spędzonej w domu Robina.
Marysia była ślicznym dziewczęciem, które zwano również Sierotką z braku rodziców i najbliższych krewnych. Niegdyś biedna, ale piękna i roztropna, w obecnych czasach już tylko piękna, zamieszkała u boku sherwoodzkiego zbója. On zaś zapewniał jej wikt i z rzadka opierunek.
Dewizę Kapturka stanowił wierszyk napisany przed laty przez jego wuja:

“Jeśli jesteś dość bogaty
To ci sprawię tęgie baty
Oskubię z czeków i obligacji
Zabiorę wszystko bez krępacji
Laptop, komórkę, sweter w serek
Kilo ziemniaków i rowerek
Obedrę ciebie nawet z gatek
Bo taki ze mnie jest gagatek”

Robin Kapturek był więc rozbójnikiem budzącym ogólny postrach i refleksję nad nietrwałością dóbr doczesnych. Toteż bogata tłuszcza unikała jak mogła spotkania z łotrzykiem, zwłaszcza duchowieństwo modliło się nabożnie przed każdą wyprawą do sherwoodzkiego lasu. Kronikarze powiadają, że w owych czasach wielu duchownych i nie tylko nawróciło się i zaczęło częściej zaglądać do kościoła, tak jak wcześniej zaglądali do kieliszka. Biedny ludek zaś marzył o tym, żeby Robin podzielił się z nim swym bogactwem, ale mógł oblizać się tylko smakiem.
Wszystkie zagrabione skarby, gdy znalazły się w zasięgu łap i gąb kumpli Kapturka Robinem zwanego, nikły w oczach, toteż co i rusz trzeba było kogoś znowu oskubać, aby wyrównać braki. Robin postanowił więc rozszerzyć swoją działalność gospodarczą również na biednych mieszkańców okolicznych osiedli. Zmodyfikował swój wierszyk o słowa:

“Czyś jest biedny, czyś bogaty
To dostaniesz tęgie baty”

I postanowił ściągać podatki regularnie, a nie tak jak do tej pory, chaotycznie i bez planu strategicznego. Zatrudnił fachowców, którzy pomogli mu w tym za godziwą zapłatę. Tak narodził się pierwszy w dziejach prawdziwy Urząd Podatkowy.
“A co z Robinem i Marysią - spytacie?” No cóż, wypada tylko powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie. Mieli za co.
Kobieta może być przyjaciółką mężczyzny, lecz by uczucie to trwało, trzeba je wesprzeć odrobiną fizycznej antypatii.
Avatar użytkownika
Naretta
 
Posty: 331
Dołączył(a): 16 mar 2007, o 22:01
Lokalizacja: Jabłonna

Postprzez agatta » 25 lut 2008, o 13:41

Super te bajki. Masz takich więcej?
agatta
 


Powrót do Hobby



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości